Miód miodowi nierówny

Dlaczego jest tak, że miód o określonej nazwie jest różny w innych latach? Albo dlaczego właśnie miód z tej a nie innej pasieki jest taki sam od naszego dzieciństwa? Na te i na inne tematy postaram się dziś Wam odpowiedzieć.

 

Pierwsza wersja – smak miodu niezmienny.

Pamiętam piękną sytuację z mojego dzieciństwa gdy pewnego czerwcowego wieczora nasz Sąsiad Pan Stasiu zawołał mnie abym odebrał słoik świeżego miodu, który właśnie odebrał od pszczół. I dobrze pamiętam, jak ten jasno żółty miód nalewaliśmy z mamą do miseczki i maczaliśmy chleb zajadając się do syta 🙂 Nie było lepszej słodyczy – to był ten wyjątkowy smak.

Tak mijały lata, a nasz pszczelarz zrezygnował z pszczół bo wiek nie pozwalał. I czasem zdarzało się nabyć miód skądś tam, ale to nie był ten wyjątkowy smak, który pamiętałem. Jakże wspaniałe déjà vu przeżyłem, gdy pierwszy raz odwirowałem miód z moich pierwszych uli, stojących kilka metrów od płotu naszego dawnego pszczelarza- sąsiada. A nadmienię fakt, że minęło 15 lat pomiędzy istnieniem jego pasieki w tym terenie a mojej. Ale co było w tym cudownego – miód był taki sam jak za dzieciaka. Oblizywałem słoik za słoikiem, tyle że tym razem mieliśmy go dużo więcej niż tylko jeden jedyny słoiczek mojej dziecięcej słodyczy.

Jak wyjaśnić ten fakt tak już profesjonalnie? Bardzo prosto – Pan Stasiu miał pasiekę stacjonarną – czyli nie wędrował z pszczołami. Jego miód był tylko z tej okolicy gdzie mieszkał – czyli z przydomowej pasieki. Baza pożytkowa w terenie niewiele się zmieniła- są te same pola uprawne, te same dzikie kwiaty na nieużytkach i łąkach, krzewy czy drzewa. Pszczoły więc miały wtedy i mają teraz tę samą gamę pokarmową – a miód może w minimalnym stopniu różnić się od ubiegłorocznego tylko ze względu na pogodę, która w jednym roku pozwala zebrać miód ze wszystkich kwiatów a w innym roku tylko z części.

Druga wersja – nazwa ta sama ale miód inny od tej z poprzedniego roku

W tym przypadku jako pszczelarze zawodowi mamy możliwości techniczne, aby nasze pszczoły przetransportować w różne miejsca gdzie akurat będzie kwitnąć coś dla pszczół. I np. na lipę jeździmy w 2-3 różne miejsca. Na grykę też,  na inne pożytki też. Wszystko w tym wypadku zależy od pogody i wilgotności, która dla jednych gatunków roślin jest korzystna dla innych nie. Albo na przykład zaczyna kwitnąć lipa, pszczoły pięknie zbierają, przychodzi jedna burza, która stłucze kwiaty i jak to mówimy w żargonie pszczelarskim – z lipy lipa. Ale pszczoły potrafią sobie z tym poradzić i latają na te kwiaty, które akurat kwitną dostarczając rojowi niezbędny pokarm. Jest więc wtedy w nadstawkach miód lipowy i miód z innych kwiatów w różnych proporcjach. W jednym roku wrzos dopisze, w innym tylko rzepak, a w innym wszystko na raz i pszczoły stworzą miód wielokwiatowy. A ja jako pszczelarz nie powiem im, aby latały tylko na akcję, bo moi klienci chcą czysty akacjowy 🙂 Pszczoły to istoty doskonałe, które mają w sobie coś z Mądrości Boskiej. Ciekawostką niech będzie fakt, że konkretna pszczoła  przez cały dzień potrafi być wierna  tylko  i wyłącznie jednej roślinie. Jeśli z rana znajdzie kwitnący mniszek lekarski, to do wieczora będzie oblatywać mniszek. Jeśli znajdzie chaber to tylko chaber. A zjawisko to można dobrze zaobserwować stojąc przy wylotkach uli, kiedy pszczoły lądują obładowane różnokolorowym pyłkiem.

Na koniec

Często ktoś pyta się mnie jak odróżniam jaki to miód – ja mogę jedynie powiedzieć, że z dużym prawdopodobieństwem mogę określić odmianę miodu po obserwacji pszczół i roślin co w danym miesiącu kwitnie. A jeśli pszczoły wstawię w łan gryki, to raczej innego miodu nie przyniosą. Chociaż zdarzają się domieszki spadzi do gryki czy maliny, jeśli w zasięgu lotu  znajdują się lasy. Są też metody badawcze w laboratoriach, gdzie określa się przewagę pyłkową danej rośliny w miodzie. Ale po takie sposoby sięgamy wtedy, gdy pszczoły nas zaskoczą, a miód ma wybitne walory smakowe i kolorystyczne. Tak, tak, pszczoły zaskakują nawet pszczelarzy. I niech tak zostanie, bo ciekawa praca jest zawsze lepsza od monotonnej 🙂

 

 

 

Czym wyróżnia się dobry miód i jakie miody są na Pomorzu Zachodnim?

Dziś chcielibyśmy wszystkim opisać jak powinien wyglądać miód o tej porze roku oraz jaki jest wyznacznik dobrej jakości miodu. 

Na ziemiach Szczecina i okolic warunki pożytkowe pozwalają zebrać najrozmaitsze miody nektarowe – a więc takie które pochodzą z kwiatów roślin, krzewów, drzew. Zaliczają się do nich  – rzepakowe, wielokwiatowe, akacjowe, malinowe, leśne, faceliowe, lipowe, gryczane, nawłociowe, nostrzykowe, chabrowe, koniczynowe i wrzosowe. Czyli całkiem sporo. O większej liczbie rodzajów miodu w naszym regionie nie słyszałem. Chociaż ostatnio dowiedziałem się o istnieniu miodu fasolowego z południowo-wchodniej Polski.  Mimo wszystko chcę uświadomić naszych klientów, że miód spadziowy, o który często pytacie –  na Pomorzu Zachodnim nie występuje w czystej postaci. Zazwyczaj jest on domieszką do miodów nektarowych. Njczęściej występuje na lipie i dębach ale wtedy ma kolor ciemno zielony i ziołowy zapach. Spadź jest produktem pochodzącym od mszyc, które najbardziej żerują na drzewostanach iglastych – jodeł i świerków. Takich skupisk leśnych u nas nie ma a występują one tylko na południu Polski, najczęściej na terenach górzystych. A więc tutejsi pszczelarze oferujący miód spadziowy iglasty mogą go zdobyć na dwa sposoby – albo zabierają swoje ule i wiozą je w góry aby pszczoły poleciały po spadź albo kupują go od kolegów z południa naszego kraju. Sami spytajcie się swoich oferentów skąd mają ten miód. 

Druga sprawa to krystalizacja miodu – błędnie nazywana zcukrzeniem miodu. Miody wiosenne zawierają największy stosunek glukozy do fruktozy i pozostałych składników. Zaliczają się do nich rzepakowe, wielokwiatowe, leśne – mówimy tu o terminie przełomu połowy czerwca. Takie miody potrafią przejść z postaci płynnej do stałej w niecały tydzień. Zachodzi przy tym ciekawe zjawisko – białych wybarwień, nalotów na powierzchni słoika. Jest to zupełnie normalny proces, a powstaje wskutek szybkiego rozlania świeżego miodu do słoików. Odbywa się to zazwyczaj w ciągu kilku dni od miodobrania. Miód odstoi dzień – dwa w beczce, odstojniku po czym rozlewany jest do słoików i zamykany szczelnie zakrętką. A w związku z tym, że jest on cieczą napowietrzoną w procesie nalewania to widoczne jest wydostające się ku górze powietrze, które zostaje uwięzione przy kurczeniu się miodu. Optycznie więc widzimy białe, przypominające kształt śnieżynek – wybarwienia. Świadczy to o niczym innym jak o najkrótszej drodze jaką przebył miód z ula do słoika. 

Z każdym kolejnym miodem letnim to zjawisko staje się coraz mniej widoczne, a to dlatego, że miód wolniej krystalizuje i powietrze „ma czas „, żeby wydostać się na powierzchnie słoika. 

No i na koniec najważniejsza uwaga co do najwyższej jakości miodu (-  testem jest jesień ) , a więc  w październiku:

  • każdy miód nektarowy z wiosny i lata powinien być w 100% skrystalizowany, bez podziału na część stałą czy płynną (wyjątkiem jest miód akacjowy, który jest płynny – prawie przeźroczysty do roku czasu od rozlewu.) Prawdziwy, naturalny miód, przy którym pszczelarz nic nie kombinuje, nie chrzci, nie przegrzewa – tylko od razu w przeciągu tygodnia czasu od miodobrania rozleje cały miodek w słoiki – powinien przejść z postaci płynnej ( patoki) do postaci stałej (krupca)  w terminie do miesiąca czasu od tego procesu. Jeśli widzisz miód po sezonie letnim, który jest płynny – zachowaj czujność – coś jest nie tak. Pamiętaj, że wyjątkiem jest akacja, do reszty zachowaj zasadę ograniczonego zaufania. Najwięksi pszczelarze z przyczyn często technicznych odbierany miód nalewają w beczki i tam on krystalizuje. Wyobraźcie sobie, że ma do rozlania w słoiki 12 ton miodu rzepakowego, a już za chwilę będzie do odbioru akacjowy i lipowy. Jest to dla nich niewykonalne. Dlatego też, zimą wstawiają do beczek ze skrystalizowanym miodem specjalne urządzenia – zwane dekrystalizatorami w postaci spiral, które rozgrzewają miód do postaci płynnej. Jest tu bardzo mały margines błędu – bo jeśli miód zostanie przegrzany i rozlany do słoików to jego ponowna krystalizacja na pewno nie będzie możliwa według naturalnego schematu. W słoikach będą 2 warstwy – stałe i płynne, a część stała przypominać będzie duże kryształy cukru – taki produkt już tylko z etykiety można nazwać miodem, bo ze składu będzie już tylko słodzikiem, pozbawionym walorów zdrowotnych. 

Jest więc próg graniczny dla wielu pszczelarzy – czy rozbudować pasiekę do takiego stanu, aby być w stanie rozlać go od razu jak najszybciej po miodobraniu w słoiki? Czy być pszczelarzem, który będzie handlował na beczki – do skupów, dla innych mniejszych pszczelarzy, na eksport a klient detaliczny będzie jedynie nabywcą kilkuprocentowym?  Obie formy są dobre, ale trzeba być uczciwym i dbać o najwyższą jakość, a wyboru dokonać musi każdy sam.

Póki co nasi Klienci nie muszą się obawiać – nasz miodek nie stoi w beczkach. Jesteśmy w stanie zadbać o jego najkrótszą drogę z ula do słoika w przeciągu kilku dni. Potem już tylko czeka na Ciebie ! 🙂 Zapraszamy do nas!